WSPÓŁCZESNA WIZYTÓWKA KORONY [HISTORIA CEBULI]

Dzisiejsza opowieść będzie nieco inna, niż poprzednie. Bohaterem kolejnego, czwartego już odcinka z cyklu o piłkarzach, którzy w żółto-czerwonych barwach zagrali najwięcej meczów w ekstraklasie będzie bowiem zawodnik, nadal występujący w Koronie.

7. miejsce.

Ilość meczów dla Korony Kielce: 138.

Siódme miejsce pod względem ilości występów w ekstraklasie w Koronie Kielce zajmuje… Marcin Cebula.

Urodzony w 1995 roku w Staszowie, czyli niewielkim miasteczku, znajdującym się niecałe 60 km od Kielc. Gra na pozycji pomocnika. Swoja przygodę z futbolem rozpoczynał jako zawodnik miejscowej drużyny – Pogoni Staszów. Marcin w 2008 roku, jako 13–latek trafił do juniorów Korony, którą w tamtym czasie trenował doskonale znany w Kielcach Tomasz Wilman. Od początku prezentował się znakomicie i przez następne lata budował sobie silną pozycję w kolejnych grupach wiekowych kieleckiego klubu. Można powiedzieć, że to w tamtym okresie przylgnęła do niego łatka ’’kieleckiego super-talentu’’, z którą musiał (musi?) sobie radzić aż do dziś.

fot. Gazeta Wyborcza Kielce

Pod dobrą opieką

W sierpniu 2012 staszowianin został włączony do kadry pierwszego zespołu przez trenera Leszka Ojrzyńskiego. Miało to miejsce na zgrupowaniu Korony w Rybniku. Jako 17–latek uchodzący za duży talent, pod względem sportowym nie miał jednak łatwego początku, ponieważ w tamtym czasie w kieleckiej szatni na jego pozycji można było spotkać takich piłkarzy jak: Jacek Kiełb, Vlastimir Jovanović czy Paweł Sobolewski. Z drugiej strony, przebywanie i trenowanie z takim zawodnikami, to niezwykle cenna lekcja i doskonała możliwość nauki piłkarskiego rzemiosła.

Bardzo ważną rolę w kontekście rozwoju młodego Cebuli odgrywał także Paweł Golański. To on pomagał nieopierzonemu piłkarzowi wejść w świat dorosłej piłki. Traktował go niemal jak syna, niejednokrotnie oferując pomoc m.in. w kwestii dojazdu na treningi. – Szczerze, to od razu wiedziałem, że ma ogromny potencjał i talent. Wziąłem go pod swoje skrzydła, pomagałem we wszystkich sprawach życiowych. Marcin był trochę wystraszony, mało mówił i nie do końca mógł się odnaleźć – wspominał po latach były reprezentant Polski.

fot. Echo Dnia

Świetny w treningach, kiepski w meczach

Powszechnie wiadomą kwestią jest to, jak ważna w świecie sportu jest psychika. Mnóstwo piłkarzy zaprzepaściło swoje kariery ze względu na brak odporności psychicznej na wszelkie aspekty związane z profesjonalnym uprawianiem sportu. Wielka presja nałożona przez kibiców i środowisko, ogromne pieniądze a przez to zatracenie się w używkach czy hazardzie – nazwiska piłkarzy z takimi problemami można by mnożyć. Decydującym aspektem, który wpływał na to, że nasz bohater nie przekładał znakomitej dyspozycji z treningów na mecze, był brak otrzymania prawdziwej szansy i wiary w możliwości piłkarza. Sytuacja była jednak dość osobliwa i trudno dziwić się kolejnym szkoleniowcom Korony, że nie stawiali odważnie na Cebulę, kiedy ten wchodząc na boisko niejednokrotnie po kilku swoich zagraniach, stawał się przedmiotem drwin kibiców, a dla trenerów  – zawodnikiem, który nie wykorzystuje danej mu szansy. Na potwierdzenie – liczby w pierwszych trzech sezonach w ekstraklasie: 21 meczów, zero goli (za kadencji trenerów: Leszka Ojrzyńskiego, Jose Rojo Martina oraz Ryszarda Tarasiewicza).

Cebula na krzywej wznoszącej

Sezon 2015/16 był dla Marcina Cebuli zdecydowanie bardziej udany od poprzednich. Trenerem Korony był wówczas Marcin Brosz i to on zaczął bardziej odważnie na niego stawiać. Zaufanie trenerów, bardziej profesjonalne podejście do zawodu, większa dojrzałość jako człowieka – to wszystko sprawiło, że Cebula na boisku prezentował się coraz lepiej. Jako ofensywny pomocnik niestety nadal nie mógł poszczycić się co najmniej przyzwoitymi statystykami (bez gola), jednak boiskowa prezencja była już zdecydowanie lepsza. Może o tym świadczyć również fakt powołań gracza, na zgrupowania reprezentacji Polski do lat 19 oraz 21. Kolejny raz posiłkując się statystykami, można dostrzec duży progres jeśli chodzi o ilość występów. Sporo z tych meczów Cebula zaczynał na ławce rezerwowych, jednak można było zaobserwować jego stopniową, rosnącą pozycję w drużynie Korony.

fot. Gazeta Wyborcza Kielce

Sezon 2015/2016 – u trenera Marcina Brosza – 26 meczów

Sezon 2016/2017 – u trenera Tomasza Wilmana i Macieja Bartoszka – 23 mecze

Sezon 2017/2018 – u trenera Gino Lettieriego – 27 meczów.

Test charakteru

Kiedy trenerem Korony został Gino Lettieri, a na początku sezonu kilku zawodników miało urazy, szkoleniowiec sięgnął po Marcina Cebulę, a ten odpłacił mu się w najlepszy możliwy sposób. Już w drugim meczu sezonu wreszcie zdobył swoją pierwszą, upragnioną bramkę w barwach Korony. Gdy wydawało się, że pomocnik będzie zbierał w ekstraklasie kolejne minuty i dorzuci w sezonie kilka bramek czy asyst, sytuacja diametralnie się zmieniła. Kiedy kontuzjowani piłkarze powrócili do gry, zdecydowano, że Cebula zostanie wypożyczony. Było kilka propozycji jednak sam zainteresowany nie chciał nigdzie się z Kielc ruszać i w efekcie został odesłany do rezerw. Jeszcze w tym samym miesiącu został przywrócony do drużyny i jak się później okazało, taki ’’reset’’ świetnie mu zrobił, gdyż zaczął wreszcie potwierdzać na boisku swoje atuty, czyli drybling, szybkość i świetną technikę. Taka swoista próba charakteru została zaliczona przez niego celująco.

Kapitan Cebula

W drugim sezonie Gino Lettieriego w Kielcach, podczas meczu z Lechem w Poznaniu, „Cebul” w związku z absencją Bartosza Rymaniaka, miał zaszczyt wyprowadzić piłkarzy Korony jako kapitan. Trener Lettieri wykonał ładny gest w stosunku do Marcina, niejako doceniając jego występy, ilość meczów rozegranych w barwach Korony i pełne zaangażowanie w trakcie każdego meczu. Na temat tamtej sytuacji wypowiedział się wówczas były wieloletni jego trener Tomasz Wilman. – Szczerze mówiąc, kiedy zobaczyłem, że Marcin wyprowadza kolegów na mecz, byłem w szoku, bo nigdy nie był zainteresowany pełnieniem tej funkcji. Nawet w młodszych rocznikach. Piłkę traktował jak zabawę, rozrywkę. Pewnie dlatego nigdy nie chciał zakładać opaski – stwierdził.

fot. Korona Kielce

Sezon 2018/29 był dla pomocnika przełomowy. Zaczął być prawdziwym liderem na boisku, nie bał się brać odpowiedzialności za konstruowanie akcji, niejednokrotnie udawało mu się przedryblować kilku rywali co wzbudzało duży aplauz wśród kibiców, zwłaszcza podczas meczów na Suzuki Arenie. U kieleckich fanów, na pewno da się dostrzec o wiele więcej optymizmu, ale także uznania jeśli chodzi o grę Cebuli. Jego asysty a także 5 bramek, które strzelił przez ostatnie dwa sezony, dają nadzieję na kolejne dobre występy.

Obecne rozgrywki (2019/20) również rozpoczął jako podstawowy zawodnik. Po zwolnieniu trenera Gino Lettieriego nie stracił miejsca w jedenastce i szkoleniowiec Mirosław Smyła, także regularnie stawiał na 24-letniego pomocnika. Niestety podczas meczu z Lechią Gdańsk nabawił się kontuzji skręcenia stawu skokowego i wypadł z gry na kolejne dwa mecze. Przymusowa przerwa w rozgrywkach ekstraklasy sprawiła, że jeśli liga zostanie za kilka tygodni wznowiona, Cebula będzie do dyspozycji nowego szkoleniowca Macieja Bartoszka.

Fot. Paweł Jańczyk / FotografiaPiekna.pl

Ciąg dalszy nastąpi…

Jak widać bohater naszego tekstu to postać, która może budzić skrajne odczucia. Wspomniane fakty z początków jego gry w Koronie to jednak już przeszłość. Liczy się to co jest tu i teraz. Pomijając, że na co dzień jest to postać lubiana i pozytywna, to wreszcie został on również doceniany za swoje dokonania piłkarskie. A na tym chyba najbardziej mu zależy. Od dłuższego czasu jego gra nie dość, że jest z korzyścią dla drużyny, to na dodatek momentami bywa bardzo miła dla oka. Jeśli Marcin Cebula zdecyduje się podpisać z Koroną nowy kontrakt, w kolejnych latach powinien ugruntować swoją pozycję w historii kieleckiego klubu.  Mimo ciągle młodego wieku może poszczycić się dużą liczbą meczów dla Korony. Pozostając na kolejne sezony, ma szanse przejść do historii jako gracz, z największą liczbą występów w żółto-czerwonych barwach. I tego mu życzymy!

Sebastian Kalwat

Share:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *