Kiercz: samo hasło Korona wywołuje uśmiech

Przed rozpoczęciem obecnego sezonu Krzysztof Kiercz mógł trafić do Korony, ponieważ był testowany. Porozmawialiśmy z wychowankiem Korony o tym dlaczego nie podpisał umowy w Kielcach, jak ocenia najbliższego rywala Korony i dlaczego trafił do Broni Radom.


Marcin Łataś, CowKoronie.pl: Przygotowania do sezonu 2020/21, kompletowanie kadry Korony i Krzysztof Kiercz pojawia się na testach. Jak blisko byłeś ponownego podpisania kontraktu w Kielcach i dlaczego transfer nie doszedł do skutku?

– Krzysztof Kiercz: Faktycznie rozpocząłem przygotowania do sezonu 2020/21 z Koroną, trenowałem praktycznie cały sierpień i występowałem w meczach kontrolnych. Każdy wie w jakim momencie znajdował się wtedy klub, byłem gotowy pomóc i dostałem szansę pokazania się, szansę którą wydawało się wykorzystałem. Jednak do podpisania kontraktu nie doszło. O tym jak i czy było blisko ciężko mówić. Fakt jest taki, że nie zostałem w drużynie, o co nie mam pretensji. Cieszę się, że znów mogłem chociaż trenować w moim klubie.

Krzysztof Kiercz na testach w Koronie w sparingu przeciwko Rakowowi.
Fot. Korona Kielce

Jak wspominasz okres swojej gry w Koronie? Od debiutu w meczu z Cracovią u trenera Leszka Ojrzyńskiego, przez bramkę strzeloną Podbeskidziu, aż po liczne kontuzje, które Cię nie omijały.

– Samo hasło Korona wywołuje uśmiech, a także wszystkie wspomnienia i przeżyte chwile w szatni i klubie. Począwszy od pierwszego w historii klubu Młodzieżowego Mistrzostwa Polski w 2008 roku, Vice Mistrzostwa Polski Młodej Ekstraklasy, debiut w seniorskiej piłce, bramkę w Ekstraklasie i kolejne sezony. Bywały chwile lepsze i gorsze. Ludzie, których mogłem poznać, sytuacje z jakimi musiałem się zmierzyć, podejmowane decyzje, to wszystko ukształtowało mnie jako człowieka i zawodnika.

Po nieudanych testach w Koronie zostałeś zawodnikiem Broni Radom. Dlaczego zdecydowałeś się na taki ruch i czy miałeś oferty z innych klubów z wyższych lig?

– Nie odbyło się bezpośrednio po testach, bo faktycznie we wrześniu oraz październiku negocjowałem warunki w kilku klubach, ale nie zdecydowałem się ich przyjąć. Cały czas trenowałem z GKS-em Nowiny u trenera Mariusza Ludwinka, w bardzo dobrych, profesjonalnych warunkach i na dobrej jakości, więc byłem gotowy do gry. Jeśli chodzi o Broń Radom to zostałem poproszony o pomoc w końcówce rundy jesiennej, na co przystałem. Natomiast zimą zdecydowałem się, że warto zostać do końca sezonu, doprowadzić do końca cel jakim jest utrzymanie. Ostatnio dołączył do nas również kolega z Korony – Michał Wrześniewski z którym wspólnie podróżujemy. Do Radomia jest teraz dobra droga, więc jestem codziennie w domu z moją rodziną, która mocno mi kibicuje i wspiera. Żona i córeczki bardzo lubią piłkę, dziewczynki zaczynają nawet kopać, chociaż piłka jest niewiele mniejsza od nich, to świetnie sobie radzą. To wszystko buduje i powoduje że człowiek jest szczęśliwy.

Jak wspominasz czas w Odrze Opole, z którą było Ci dane awansować do II ligi? W niedzielę Korona zmierzy się z Odrą na wyjeździe. Jak możesz ocenić ten klub?

– W Opolu spędziłem krótki, ale intensywny okres. Było to zaraz po zakończeniu mojej umowy w Koronie, do podpisania umowy w Odrze namówił mnie były zawodnik kieleckiego klubu – Damian Ałdaś. Przyszedłem więc na rundę wiosenną i wywalczyliśmy awans. Mieliśmy świetny zespół i atmosferę w drużynie. Poznałem tam chłopaków, z którymi piłkarskie losy splatały nam się jeszcze w późniejszych latach. Odra Opole to klub, który spokojnie się odbudowuje. W tym momencie ugruntował swoją pozycję na poziomie pierwszej ligi i niewykluczone, że przy spokojnym i konsekwentnym prowadzeniu ma szansę walczyć o kolejną promocję do Ekstraklasy.

Jeden sezon spędziłeś w Stali Stalowa Wola. Jak się tam czułeś i czy miałeś możliwość zostać tam na dłużej? 

– Rok spędzony w Stalowej Woli, nie należał do łatwych i był bogaty w nowe doświadczenia. Przyszedłem do zespołu, który był budowany z nadziejami na walkę o czołowe miejsca, natomiast gdy do niego dołączałem był w strefie spadkowej, kolejkę wcześniej przyszedł nowy trener – Szymon Szydełko. Cały sezon walczyliśmy na granicy bezpiecznych do utrzymania miejsc. Koniec końców spadliśmy z II ligi z taką ilością punktów, która w każdym praktycznie sezonie dawałaby nam bezpieczny środek tabeli. Szkoda, bo mieliśmy ciekawy zespół. Szansa na pozostanie była, jednak po relegacji dochodzi do wielu zmian i decyzji, moich również gdyż rodzina była cały czas w Kielcach, a poza tym jak już wspomniałem na początku, zdecydowałem że warto walczyć o powrót do Korony.

Fot. Kamil Bielaszewski

Czy podczas gry dla Stali Mielec, w której byłeś kapitanem mówiło się o awansie do Ekstraklasy czy jednak klub nie był na to gotowy?

– W ciągu trzech lat spędzonych w Mielcu wszystko szło do przodu. W pierwszym jako beniaminek broniliśmy się przed spadkiem, a skończyło się spokojnym środkiem tabeli. W drugim drużyna została wzmocniona i z założenia mieliśmy zapewnić spokojnym byt w pierwszej lidze, a w praktyce cały sezon spędziliśmy w pierwszej piątce ligi, co wywoływało ambicje by o ten awans powalczyć, jednak zawaliliśmy końcówkę sezonu. Klub również z każdym sezonem się uczył, rozwijał, sponsorzy zwiększali środki, tak by w trzecim moim sezonie walczyć już bezpośrednio o awans. Zakończyliśmy na trzecim miejscu, co nie dawało w tamtym sezonie awansu, ani nawet baraży. Jak wszędzie w sporcie, apetyty rosną w miarę jedzenia, nie inaczej było ze Stalą Mielec. W kolejnym sezonie dopięli swego i są w Ekstraklasie, czego klubowi serdecznie gratuluję.

W Koronie grałeś z Kamilem Kuzerą oraz Pawłem Golańskim, który wkrótce może zostać dyrektorom sportowym. Jak oceniasz te ruchy?

– Bardzo się cieszę, że Kamil otrzymał szansę samodzielnego prowadzenia zespołu i patrząc chociażby przez pryzmat wyniku widać, że to była bardzo dobra decyzja, za którą Kamil się odpłaca i chociaż ma problemy zdrowotne to liczę, że powróci zdrowy. Jest to człowiek, który z pewnością na mięśniu sercowym ma wyrytą dużą Koronę i robił co w jego mocy by było dobrze. Jeśli chodzi o Pawła to ciężko cokolwiek komentować. Jeżeli jednak przyjdzie, to będzie zapewne ważną i odpowiedzialną postacią jak na boisku. A tu nie zapominajmy, że to przecież on zatrzymał Cristiano Ronaldo w Chorzowie. Tyle co można powiedzieć to na pewno, że Golo z niejednego pieca chleb jadł, widział wiele sposobów zarządzania klubami piłkarskimi, ma bardzo dużo kontaktów, można taką wiedzę wykorzystać by pomóc Koronie.

Jak oceniasz szansę Korony na powrót do Ekstraklasy?

– Obecna dyspozycja drużyny jest bardzo dobra. W I lidze bardzo ważna jest konsekwencja i stabilizacja, a także ciężka walka co tydzień o trzy punkt. Bardzo mocno liczę, że zespół Korony utrzyma passę i poziom dobrej gry, a wtedy być może już w tym sezonie będzie szansa walczyć o Ekstraklasę poprzez baraże. Życzę tego wszystkim związanym z Koroną.

Fot. bronradom.pl

Jesteś ważną postacią Broni Radom, która walczy o utrzymanie w III lidze. Do końca sezonu zostało jeszcze 12. kolejek. To będzie trudna walka o pozostanie na tym poziomie.

– Dziękuję, taki mam charakter, że jak się za coś biorę to z pełnym zaangażowaniem. Chłopaki mi zaufali, wybrali kapitanem i powierzyli rolę przywództwa, z czego staram się wywiązywać. Walka będzie bardzo trudna, bo po szalonym „sezonie COVID’owym” w tym roku spada aż 8 drużyn, a jeśli ktoś spadnie z II ligi do naszej grupy to kolejny 9 i 10 zespół może spaść. Jednak patrzymy bardzo mocno na siebie. Mamy młody i ambitny zespół, który ma predyspozycje, ale który musi mocno pracować i z tygodnia na tydzień udowadniać sobie, że może. Jesteśmy drużyną, mamy wspólny cel, wspólną odpowiedzialność, to sprawia że możemy walczyć z każdym. Piłka nożna to jednak również przeciwnik który również chce wygrać i czasem się zdarzy że ma lepszy dzień, trzeba robić wszystko by nasze było na wierzchu.

Marcin Łataś
Share:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *