Korona ogrywa Skrę na Suzuki Arenie

W teorii mecz wyjazdowy, w praktyce na Suzuki Arenie. Kielczanie po raz drugi w tym sezonie wygrywają ze Skrą Częstochowa i zbliżają się do czołówki ligi. Podopieczni Dominika Nowaka nie dali szans rywalom, pokonując ich aż 4:1. Do gry wrócił Adam Frączczak!

Na wstępie zawodnicy obu drużyn stanęli wraz z kibicami do symbolicznej minuty ciszy dla zmarłego Jarosława Paconia – byłego obrońcy Korony, który był dobrze wspominany przez sympatyków kieleckiego klubu. Teoretycznie w roli gospodarza tego spotkania był zespół Skry, jednak przez problemy infrastrukturalne to Suzuki Arena była miejscem rozgrywania meczu.
Do składu wrócił po dłuższej nieobecności Adam Frączczak. Doświadczony napastnik ma być rozwiązaniem na nieskuteczność kielczan w ofensywie. Mecz rozpoczął się pod dyktando Korony. Strzały z dystansu oddawali najpierw Łukasz Sierpin a, a następnie Jacek Podgórski. Trener Dominik Nowak podkreślał, że w ostatnim czasie zespół pracował głównie nad ofensywą i finalizacją sytuacji podbramkowych. Nie da się ukryć, że w ostatnim czasie Koroniarze obniżyli loty i grają dużo słabiej niż na początku sezonu. Kielczanie sprytnie i szybko rozegrali rzut wolny, Adam Frączczak oddał mocny płaski strzał, który przed siebie sparował Mateusz Kos, ale przy dobitce Dawida Błanika nie miał już szans na skuteczną interwencję. Były zawodnik Sandecji wyprowadził zespół na prowadzenie, strzelając swoją trzecią bramkę w barwach Korony. W kolejnej sytuacji znów swój udział miał Frączczak, który inteligentnym podaniem wyprowadził Jakuba Łukowskiego do sytuacji sam na sam z bramkarzem Skry, jednak pomocnik Korony uderzył obok słupka. W odpowiedzi Skra Częstochowa w identyczny sposób zdobyła bramkę, Maciej Mas dobił uderzenie sparowane przez Konrada Forenca. Była to pierwsza groźna akcja podopiecznych Jacka Rokosy. W 35.minucie strzał z rzutu wolnego oddał Frączczak, ale piłka odbita od muru trafiła w słupek. Pierwsza połowa zakończyła się remisem 1:1.

Fot. Kamil Bielaszewski

Po zmianie stron dominowali kielczanie. Po kilku minutach gry na połowie Skry, w końcu padła druga bramka dla Korony. Jacek Podgórski precyzyjnym strzałem zza pola karnego z pierwszej piłki pod poprzeczkę nie dał szans bramkarzowi. Żółto-czerwoni kontynuowali swoją niezłą grę i w 65. minucie potwierdzili to trzecim golem. Marcin Szpakowski dobił swój zablokowany strzał i potwierdził dobrą dyspozycje zespołu. Zawodnicy Skry mieli wiele rzutów wolnych, z których mogli stwarzać zagrożenie. W końcowych minutach regulaminowego czasu gry, Jakub Łukowski źle rozegrał dobrze zapowiadający się kontratak. Zamiast podać do Jakuba Górskiego znajdującego się na czystej pozycji, wybrał wariant egoistyczny i sam próbował zakończyć akcje, nie oddając nawet strzału. Jeszcze w 90.minucie akcje stworzyli zmiennicy Dominika Nowaka. Zvonimir Petrović, który ostatnio debiutował w reprezentacji U-21 Bośni i Hercegowiny wykazał się przytomnością w polu karnym i dograł piłkę do Jakuba Górskiego, któremu pozostało skierować futbolówkę do pustej bramki. To drugie trafienie młodzieżowca Korony w tym sezonie. Kielczanie wysoko ograli Skrę Częstochowa, która formalnie była gospodarzem tego starcia, aż 4:1. Przed zawodnikami Dominika Nowaka kolejne trudne mecze. Trzeba jednak gonić czołówkę ligi, by wypracować sobie dobrą pozycję wyjściową przed rundą wiosenną.

Marcin Łataś

Share:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *