Tak trudno wejść do „ósemki” jeszcze nigdy nie było

Wszystko wskazuje, że w tym sezonie potrzeba będzie najwięcej punktów, aby awansować do grupy mistrzowskiej od momentu wprowadzenia systemu rozgrywek ESA37.

Tak ciasno w tabeli ekstraklasy nie było już dawno. Różnica pomiędzy czwartą aktualnie Cracovią, a dziesiątą Koroną wynosi zaledwie dwa punkty. Kibice rządni emocji pewnie żałują, że od roku nie ma już podziału punktowej zdobyczy po sezonie zasadniczym…

Obecnie ósmy w tabeli Zagłębie Lubin ma już 40 punktów, a do zdobycia przecież w trzech meczach jest jeszcze 9 „oczek”. W sezonie 2013/14 awans do „ósemki” dało 40 punktów (Lechia Gdańsk). Rok później – 41 (ponownie Lechia). W sezonie 2015/16 zakwalifikować udało się zdobywając zaledwie 38 punktów (Ruch Chorzów). Korona w pamiętnym sezonie 2016/17 oprócz ogromnego szczęścia i zbiegu okoliczności potrzebowała do tego 39 punktów. Zdecydowanie trudniej było już przed rokiem, bo awans Zagłębiu Lubin dało ugranie aż 43 „oczek”.

Poprzednie rozgrywki po sezonie zasadniczym Korona zakończyła z dorobkiem 45 punktów (w fazie dodatkowej podopieczni Gino Lettieriego dopisali sobie tylko cztery). W tym sezonie po 27 kolejkach kielczanie mają 40 „oczek”. Sytuacja Korony w tabeli byłaby zapewne znacznie spokojniejsza, gdyby nie łatwo oddane punkty w kilku meczach. Pomijając już nawet sobotni remis z niespotykanie słabym Lechem Poznań, najbardziej pokutują remisy, które kielecki zespół zanotował w grudniu. Na finiszu jesieni Korona nie potrafiła wygrać trzech ostatnich meczów z rywalami znajdującymi się zdecydowanie niżej w tabeli. Kielczanie kolejno podzielili się punktami  z Wisłą Płock (2:2), Śląskiem Wrocław (1:1) i Miedzią Legnica (0:0). A przed spotkaniem z „Nafciarzami” Korona była piąta w tabeli i miała pięć punktów przewagi nad dziewiątą Arką Gdynia.

Share:

2 Responses to the post:

  • xyz
    w 12:30

    Celne spostrzeżenie z tym grudniem. Może się wydawać, że na tak dużej przestrzeni czasu tamte remisy wiele nie znaczą, ale prawda jest taka, że zmarnowalismy szansę za wypracowanie pokaźnej zaliczki punktowej przed wymagającą pod względem terminarza wiosną. Inna sprawa, że postawa drużyny w większości meczów w tym roku również pozostawia wiele do życzenia. Mogło się wydawać, że po zwycięstwie w Białymstoku wracamy na dobrą ścieżkę, ale ten remis z Lechem to nie jest powód do zadowolenia (co można było wywnioskować z wypowiedzi piłkarzy i trenera) tylko do frustracji z powodu straty dwóch punktów z tak słabym przeciwnikiem. Jedyny pozytyw jest taki, że wciąż wszystko w naszych rękach i awans do grupy mistrzowskiej mimo trudnego terminarza nie jest niemożliwy. Tylko z drugiej strony, mam wrażenie, że ostatnio częściej powtarzamy ten utarty slogan jako usprawiedliwienie zamiast przełożyć to na wyniki.

    • ms
      w 13:56

      W pełni się zgadzam. W Białymstoku udało się wykorzystać wyjątkową słabość Jagiellonii u siebie, ale gra wcale nie była aż tak dobra jak wskazywał wynik. Choć na tle całej wiosny i tak najlepsza. Ale z Lechem to znów była Korona jak w Sosnowcu czy z Pogonią tyle, że tym razem na szczęście rywal był jeszcze słabszy. Chciałbym się mylić, ale w tym roku z awansem znów może być ogromny kłopot. Na pewno wszystko jeśli ma się dobrze skończyć rozstrzygnie się w ostatnim meczu w Gliwicach.

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *