Spychała: ten punkt może być na koniec sezonu bezcenny

Goli wprawdzie nie było, ale podczas meczu Korony z Górnikiem działo się naprawdę sporo. Na boisku i na trybunach. Akcję meczu na swoje konto znów może zapisać obrońca Mateusz Spychała.

22-letni defensor w końcówce meczu mocno przyczynił się do tego, że Korona mogła dopisać sobie punkt i kosztem Arki Gdynia wydostała się ze strefy spadkowej. Po strzale napastnika Górnika Igora Angulo przewrotką wybił piłkę z linii bramkowej. Podobnej sztuki dokonał w poprzednim meczu w Kielcach, w grudniu z Cracovią (1:0). – Nie, w młodości nie trenowałem akrobatyki – uśmiechał się wychowanek Lecha Poznań. – Znów zadziałam instynktownie. Cieszę się, że tą interwencją mogłem pomóc drużynie. Ten punkt w końcowym rozrachunku może okazać się dla nas bardzo ważny – dodał.

Zadowolony był również szkoleniowiec Górnika Marcin Brosz. Jego zespół utrzymał w tabeli dwupunktową przewagę nad Koroną. – Mimo, że nie było goli, to było ciekawe spotkanie. Od pierwszej do ostatniej minuty obie drużyny dążyły do tego, aby je wygrać. Zabrakło tylko bramek. Było to bardzo wyrównane spotkanie, nikt nie kalkulował – ocenił.

Podobnie podział punktów przyjął trener Korony Mirosław Smyła. – Cenimy tę zdobycz z bezpośrednim rywalem w walce o utrzymanie. Górnik w kilku momentach pokazał, że ma naprawdę ciekawych piłkarzy. Z gry zespołu jestem zadowolony szczególnie z pół godziny po przerwie. Esencją naszej przewagi był piękny strzał Erika Pacindy, ale niestety efektownie obroniony przez Martina Chudego. W kilku sytuacjach też się ratowaliśmy, ale od tego mamy piłkarzy – przyznał kielecki szkoleniowiec.

Mirosław Smyła ratować musiał się jeszcze przed pierwszym gwizdkiem zestawiając skład. Zmagającego się z problemami zdrowotnymi Michała Gardawskiego na lewej stronie zastąpił prawy defensor Grzegorz Szymusik. I choć przez 90 minut w każdej niemal akcji przekładał piłkę na „lepszą” nogę, to zadaniu sprostał. – Jestem bocznym obrońcą, więc wiedziałem czego mogę się spodziewać. Oczywiście czasem tej lewej nogi brakowało, ale najważniejsze, że ustrzegłem się błędów i znów zagraliśmy na zero z tyłu – powiedział 21-latek.

Korona, która jesienią seryjnie traciła gola, czyste konto zachowała w trzecim meczu z rzędu. I tradycyjnie wielka w tym zasługa Marka Kozioła. 32-letni bramkarz ratował zespół w 100-procentownych wydawałoby się okazjach dla Górnika. – W Marku zawsze mamy ogromne wsparcie – podkreślił Spychała.

Pożytek Korona może mieć także z wypożyczonego z Cracovii Bojana Cecaricia. 26-letni Serb choć gola nie zdobył, to zaliczył udany debiut. – Pokazał, że jest wartościowym zawodnikiem. Wypracował sytuację dla Pacindy, cały czas był pod grą, wygrywał pojedynki z silnymi rywalami. Trzeba mu wystawić bardzo pozytywną ocenę. Odradza się w nim chęć do gry w piłkę – podsumował Mirosław Smyła.

Tyle dobrego nie można powiedzieć o powrocie do gry w Koronie Jacka Kiełba. 32-letni pomocnik wszedł na boisko w 72. minucie i największe brawa zebrał właśnie w tamtym momencie. Kibice przywitali go owacją na stojąco oraz transparentem: „Ryba tam dom Twój, gdzie serce Twoje”. Na oklaski za grę jeszcze będzie musiał zapracować.

Share:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *