Przyśpieszony kurs dorosłości Oskara Sewerzyńskiego

Nie ma łatwego wejścia do seniorskej piłki Oskar Sewerzyński. 17-letni pomocnik najpierw został bohaterem głośnej na cały kraj afery z kontraktem, a teraz swój drugi mecz w ekstraklasie, ale de facto prawdziwy debiut, zaliczył w koszmarnym spotkaniu z Wisłą. Samemu mając spory udział przy straconych golach.

Najpierw trochę suchych faktów. Oskar Sewerzyński na boisku pojawił się w 52. minucie w miejsce zmagającego się z urazem Ognjena Gnjaticia. Chwilę wcześniej Krzysztof Drzazga wyprowadził gości na prowadzenie 3:2. W 54. minucie jego strata w środku pola napędza rywalom kolejny atak i w efekcie Vukan Savicević podwyższa na 4:2. W 65. minucie młody kielecki pomocnik przegrywa w polu karnym walkę o piłkę ze Sławomirem Peszko i były reprezentant Polski notuje asystę przy trafieniu Łukasza Burligi na 5:2 dla Wisły.

Ktoś powie: gorszego debiutu (w meczu z Lechią Sewerzyński pojawił się w doliczonym czasie, więc to tylko debiut dla statystyków) nie można sobie wyobrazić. I słusznie. Ale to nie kielecki wychowanek po tym spotkaniu powinien się wstydzić. Bo to przede wszystkim Gino Lettieri jest winny temu, że ten premierowy i wyczekiwany zapewne mecz przed swoimi kibicami tak właśnie wyglądał.

fot. Korona Kielce

Rolą trenera w przypadku tak młodych zawodników jest umiejętne wprowadzanie do drużyny. Nie sztuką jest rzucić kogoś do środka pola, gdzie od początku Wisła ma ogromną przewagę i powiedzieć: „Chciałeś grać, no to teraz sobie radź”. Tylko szkoleniowiec całkowicie pogubiony w swych decyzjach mógł sądzić, że lekiem na wyryw w tym sektorze boiska będzie wprowadzenie nastolatka. Dziwi, że mając wśród rezerwowych Piotra Malarczyka Lettieri nie zdecydował się na niego postawić. Zwłaszcza, że parę razy nakazywał już mu biegać w roli defensywnego pomocnika. A Lettieri tą zmianą nie tylko nie pomógł drużynie, ale co najgorsze zaszkodził mocno samemu Sewerzyńskiemu.

Chciałbym się mylić, ale sądzę, że do końca sezonu zasadniczego 17-latka nie zobaczymy już na boisku. Bo jeśli Włoch chciał udowodnić, że dla Oskara Sewerzyńskiego jest jeszcze za wcześnie na grę w ekstraklasie, to swój plan zrealizował. Ale akurat u tego szkoleniowca to nie nowość. W ostatnim spotkaniu poprzedniego sezonu z Zagłębiem Lubin w podobny sposób „pomógł” Piotrowi Pierzchale, Wiktorowi Długoszowi i Michałowi Dziubkowi. Korona w grupie mistrzowskiej przegrywała mecz za meczem, zespół był rozbity i całkowicie bez formy. I w takich okolicznościach dał właśnie szansę debiutu juniorom. Nie trzeba dodawać, że dla całej trójki był to pierwszy i jak do tej pory ostatni występ w ekstraklasie.

fot. Korona Kielce

Osobnym aspektem występu Oskara Sewerzyńskiego w meczu z Wisłą jest to, co wydarzyło się po końcowym gwizdku. Bo ten chłopak najzwyczajniej nie zasłużył, żeby na przywitanie z dorosłym futbolem stać przed wściekłymi kibicami, tłumaczyć się z porażki i na końcu oddać koszulkę. Ale tego Lettieri też nie przewidział.

Share:

4 Responses to the post:

  • Raskolnikov
    w 07:42

    bardzo niesprawiedliwa ocena moim zdaniem. A niby kiedy młody ma się ogrywać? właśnie wpuszczając go na 5 min w przegranym meczu z sosnowcem? jesli chce grac w ekstraklasie to musi wytrzymywac presje. grając ciągle w juniorach to on za duzo sie nie rozwinie… Oczywiscie blędy na minus bolesna nauczka ale jesli ma byc z niego kiedys chociaz „solidny ligowiec” to nie mozna sie znim piescic, albo da rade w 5-8 meczach albo za wczesnie dla niego. a co do trenera… ja bym nie winił az tak bardzo lettieriego choc oczywiscie widac ze nie oddziałuje na zawodników tak jak powinien. Stracił Diawa a w zamian na oboz nie dostał nikogo. Dopiero estonczyk ale na ostatni gwizdek i widać była jak jest przygotowany – lamal linie spalonego i byl wolny jak oporny mul. Za przeproszeniem ale diaw to zapierdzielal jakby mu się gacie palily i czyscił blędy innych. Jeszcze nowy lewy obronca co do ktorego na razie za wczesnie oceniać, (choć gardawski tam grał niezle do tej pory) i pol obrony nie ma. Skoro Malar jest juz tyle w druzynie i nie wywalczyl sobie miejsca to albo jest w beznadziejnej formie i nie potrafił szansy na wskoczenie do pierwszego składu wykorzystać, ale to rzeczywiscie błąd trenera. Nie mnie to oceniać ale sklaniam sie do pierwszej opcji. Obrona to podstawa, a szczerze mówiąc ci którzy twierdzili że miskiewicz jest cudotwórcą to proponuje obejrzeć jeszcze raz skróty meczów od lechii gdańsk to zobaczycie że wszystkie pilki leciały prosto w niego, z Wisła też mógł spokojnie pare obronić choć akurat jak wychodzili mu sam na sam to go nie winie, ale super to on nie jest. Rymaniak jest cieniem samego siebie i wciąz powtarza jak mantre „musimy grac lepiej i byc druzyna” a mówi to jako kapitan z takim przekonaniem jakby już sie widział w strefie spadkowej. Jak lettieri robił roszady i było ok to super trener a teraz kiepsko idzie to beznadzieja… ze skrajnosci w skrajnośc… Prponuje nie rozpalać stosu tylko dać szanse trenerowi wyciągnąc korone z dolka… tym bardziej że często wystarczy w naszej lidze zrobic „az 2 treningi dziennie” jak legia lub lech i od razu idzie lepiej… Ps. nie jestem zwolennikiem całkowitych roszad tez uwazam ze lepiej aby obrona była zgrana i stanowiła kręgosłup druzyny, latwiej i lepiej cos w ataku mieszac, a w „ekstrakasie” to grac lage i tyle…

    • ms
      w 16:15

      Z wieloma argumentami wypad mi się zgodzić, ale błędu popełnionego z Sewerzyńskiem będę bronił. Każdy zawodnik musi jakoś zacząć, to jasne, ale lepiej to robić, gdy wokół siebie ma się zawodników w formie, którzy mogą zawsze pomóc „młodemu”. Rzuć kogoś na głęboką wodę to nie sztuka. Sztuką jest potrafić takiego zawodnika wkomponować w drużynę. Ale dziękuję oczywiście za opinię. Pozdrawiam

  • Adik
    w 14:55

    Trafnie i w punkt, podobnie jak w innych Pana tekstach! Brawo za trzezwe i bezkompromisowe podejscie do spraw zwiazanych z nasza kulejaca pilka.

    • ms
      w 15:00

      Dziękuję:) Sprawa wychowanków w Koronie od zawsze leży mi na sercu, a ci od dawna nie mają w Kielcach niestety lekko… Pozdrawiam

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *