Gino Lettieri chciał z Lechią tylko nie przegrać. A szkoda…

Gino Lettieri już przed meczem uznał, że jego piłkarzom wygrać z Lechią będzie trudno i zestawił zespół wyjątkowo defensywnie. Jeśli celem miał być remis, to plan na pewno się udał. Trudno jednak po spotkaniu z liderem nie czuć rozczarowania.

Pięciu obrońców, dwóch defensywnych pomocników – łącznie siedmiu graczy, którzy przede wszystkim mieli strzec dostępu do własnej bramki. Pod pole karne rywala Lettieri posłał wyjątkowe skromne siły, bo raptem trzech kreatywnych zawodników (Pućko, Cebula, Forbes). Co może dziwić, bo gdańszczanie dysponują najlepszą linią obrony w lidze (tylko 18 straconych goli), więc ze sporym optymizmem trzeba było oczekiwać, że poza stałymi fragmentami gry, uda się poważnie zagrozić rywalom. Statystki są zresztą bezlitosne: w całym meczu Korona tylko raz celnie strzeliła na bramkę Dusana Kuciaka.

Ale choć Korona zestawiona wedle takiego klucza i tak na najlepszego piłkarza meczu wykreowała swojego bramkarza. Gdyby nie znakomite interwencje Michała Miśkiewicza Lechia wróciłaby do Gdańska z kompletem punktów. Co zresztą po końcowym gwizdku przyznał sam Gino Lettieri.

W 51. minucie swój wkład mieli niewątpliwie także kibice. Tumult gwizdów przed strzałem z jedenastu metrów (chwilę wcześniej wyjątkowo nierozważny faul solidnie debiutującego w Koronie Joonasa Tamma) wyjątkowo zdeprymował rzadko mylącego się w tym elemencie Flavio Paixao. Portugalczyk chciał zmieścić piłkę pod poprzeczkę, a kopnął wysoko w trybuny.

Korona w meczu z Lechią miewała tylko momenty dobrej gry. Kwadrans po przestrzelonym karnym Paixao i pomiędzy 20., a 35. minutą w pierwszej części. W pozostałych fragmentach to Lechia dominowała. Co może martwić przede wszystkim w perspektywie czekającego kielczan za tydzień meczu z Pogonią Szczecin. Bo „Porotowcy” choć w pierwszej wiosennej kolejce z Lechią przegrali (1:2), to piłkarsko byli od niej zdecydowanie lepsi. Wysoką formę zespół Kosty Runjaicia potwierdził w tej serii pewnie rozprawiając się z Górnikiem Zabrze (3:1).

Pocieszające, że w polskiej ekstraklasie mecz meczowi nierówny, więc Korona z Pogonią może zagrać już zdecydowanie lepiej. Choćby z tego względu, że szkoda drugi raz z rzędu nie wykorzystać tak idealnie przygotowanej murawy. Za dwa tygodnie w Sosnowcu już tak równo nie będzie.

Korona Kielce – Lechia Gdańsk 0:0

Korona Kielce: Miśkiewicz – Rymaniak, Kovacević Ż, Tamm, Marquez Ż, Gardawski – Pućko (69. Górski Ż), Petrak, Gnjatić Ż, Cebula (64. Arweładze) – Forbes (90. Sewerzyński).

Lechia Gdańsk: Kuciak – Nunes, Nalepa, Augustyn Ż, Mladenović – Paixao, Kubicki, Łukasik,  Makowski (86. Arak), Michalak (89. Fila) – Sobiech (90. Żukowski).

Sędzia: Krzysztof Jakubik (Siedlce).

Widzów: 7 529.

Share:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *