Gino Lettieri nie traci rezonu: Do dymisji się nie podam

– Co zrobię, jeśli z Jagiellonią znów zagramy słabo i przegramy? Nic. Do dymisji na pewno się nie podam. Nie rozumiem dlaczego mam w ogóle odpowiadać na takie pytanie – mówi trener Gino Lettieri. Dwa ostatnie mecze Korona przegrała w fatalnym stylu, straciła 10 goli i wypadła z grupy mistrzowskiej.

Pewność siebie i wiara we własne trenerskie umiejętności nie opuszcza Gino Lettieriego. Mimo że przyznaje, że dla niego to jeden z najtrudniejszych momentów odkąd pracuje w Kielcach, to nie uważa, by w ostatnich spotkaniach wydarzyło się coś nadzwyczajnego. – Schalke przegrywa 0:7 z Manchesterem City, Bayern u siebie wysoko z Liverpoolem, a Juventus wygrywa 3:0 z Atletico Madryt. Taki jest futbol. Takie wyniki w piłce czasem się po prostu zdarzają – twierdzi.

Każdy kto myślał, że po domowej porażce 2:6 z Wisłą Kraków włoski szkoleniowiec choć trochę zweryfikuje swoje podejście, na pewno musiał się rozczarować. Bo tak jak Lettieri zaraz po końcowym gwizdku nie widział mankamentów po swojej stronie, tak na czwartkowym spotkaniu z mediami przed wyjazdem do Białegostoku, swoje zdanie podtrzymał. Włoch oczywiście zwraca uwagę na szereg niekorzystnych splotów wydarzeń, błędy w ustawieniu piłkarzy („gra na spalone”), kontuzje które od początku wiosny nie pozwalają mu optymalnie zestawić składu, ale podkreśla, że po stronie trenerskiej sztuki wszystkie jego wybory bronią się i są dla drużyny najlepsze w danej chwili.

I trzeba przyznać, że w tym żonglowaniu argumentami radzi sobie naprawdę sprawnie. Uwypukla pewne rzeczy, umiejętnie milczy wobec innych. Konstatując: dwa ostatnie mecze owszem były słabsze w wykonaniu Korony, ale gdyby – coś tam, coś tam – to wcale nie musiały się skończyć tak wysokimi porażkami. Kazik śpiewał przed laty, że „gdyby” to najczęstsze polskie słowo, ale widać, że i Włochowi wychowanemu w Niemczech nie jest ono obce.

Gino Lettieri może spokojnie sobie zanucić: „Gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka, Gdyby się nie przewrócił, byłaby rzecz wielka”. Pozostaje jednak wątpliwość, czy właściciele klubu podzielają opinię trenera. Bo choć sam szkoleniowiec zapowiedział, że w przypadku ewentualnej przegranej z Jagiellonią, podawać do dymisji nie zamierza się, to słychać głosy, że władze Korony mogą na ten temat mieć inne zdanie. Jedno jest pewne zespół znów jest osłabiony, więc pomeczowe tłumaczenie już teraz łatwo przewidzieć.

Początek meczu Jagiellonia – Korona w sobotę o godz. 15.30.

Share:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *