„Kolejorz” przejechał się po Koronie. Trudna droga do utrzymania

To nie był zły występ Korony, ale wynik jest niestety wyjątkowo bolesny dla podopiecznych Macieja Bartoszka. Trzy gole po przerwie Christiana Gytkjaera szybko pozbawiły kielczan złudzeń na korzystny rezultat.

W mecz lepiej weszli piłkarze Korony. Już w pierwszej minucie mieli dwie okazję na zdobycie gola, obie szansę były po dośrodkowaniach z rzutu rożnego Petteriego Forsella. Jednak dobrze poradzili sobie z nimi obrońcy gości.  Swoją szansę po ośmiu minutach gry mieli poznaniacy, ale czujni byli defensorzy kieleckiej drużyny.

Najlepszą okazję mieli jednak gospodarze. Matej Pućko po 11. minutach pomknął lewą stroną i uderzył po krótkim słupku, ale wyśmienicie wybronił Mickey van der Hart.

Następny kwadrans to ataki i obu stron. Najgroźniej znów było pod bramką lechitów. Po dośrodkowaniu Forsella, główkował Jacek Kiełb, ale chybił o kilka centymetrów. Goście po chwili wyszli z szybką kontrą, jednak sytuację sam na sam wybronił Marek Kozioł.

Dokonała sytuacja Korony w 37. minucie. Świetna klepka trójki Forsell – Lioi – Kiełb, ale ten ostatni się pomylił.
Do końca pierwszej połowy bez okazji po obu stronach.

Świetnie drugą część spotkania zaczął Lech. Dośrodkowanie Pedro Tiby na gola z najbliższej odległości zamienił Christian Gytkjaer. Obie drużyny miały swoje sytuacje. Po godzinie gry znów zaatakowali goście i w 65. minucie po zagraniu ręką Grzegorza Szymusika rzut karny wykorzystał Gytkjaer. Kielczanie nie zdążyli się otrząsnąć po drugim golu, a stracili kolejnego. Swojego trzeciego gola po zaledwie 360 zdobył Gytkjaer. Duńczyk na skompletowanie hat-tricka potrzebował zaledwie 21 minut.

Kamil Dulęba

Share:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *