Gwiazda nie tylko „afery klapkowej” [KIELECCY STRANIERI #3]

Nie było w historii Korony piłkarza, który wcześniej zagrał dla Realu Madryt. Mało tego swój debiut w ekipie „Królewskich” zaliczył w meczu przeciwko FC Barcelonie. W Kielcach miewał mecze wybitne, ale i takie, gdy irytował swoją grą kolegów i kibiców. Ale jedno jest pewne, Miguel Palanca to zawodnik o jednych z najwyższych indywidualnych umiejętnościach, którzy kiedykolwiek biegali po murawie przy Ściegiennego.   

Skrzydłowy do Korony trafił 21 lipca 2016 roku z hiszpańskiego Gimnastiku Tarragona. Z kieleckim klubem podpisał dwuletni kontrakt.

Zanim zawitał do Kielc miał okazję zagrać w… Realu Madryt. W LaLiga debiutował z wielką Barceloną. Gwiazdą w stolicy Hiszpanii jednak nie został. Mimo, że w rezerwach madryckiego klubu wystąpił w 31 meczach, to w pierwszej drużynie ”Królewskich” na boisku pojawił się zaledwie trzy razy.

fot. marca.com

W 2009 roku na zasadzie wypożyczenia Palanca przeniósł się do Deportivo Castellon. Spędził tam rok, by później trafić do Elche FC (Segunda Divison), w którym grał trzy sezony.  Na początku lipca 2013 roku pozostał na tym samym poziomie rozgrywkowym, ale wybrał grę dla CD Numancia. Klub z północno-środkowej Hiszpanii reprezentował przez półtora roku, by po tym czasie przenieść się do Australii, podpisując tam kontrakt z Adelaide United. Na wyspie wytrzymał zaledwie pół roku i wrócił do swojego ojczystego kraju zostając zawodnikiem Gimnastiku Tarragona.

Po roku spędzonym w Katalonii przeniósł się do Korony Kielce, którą prowadził Tomasz Wilman. Na pierwszy mecz w żółto-czerwonych barwach nie czekał długo, bo zadebiutował ostatniego dnia lipca w Kielcach w zremisowanym 1:1 meczu z Piastem Gliwice. Palanca wszedł z ławki na ostatnie 26. minut. Tydzień później pokazał próbkę swoich umiejętności. Na placu gry pojawił się w 64. minucie, a po 360 sekundach cieszył się z przepięknego gola strzelonego Lechowi Poznań. (4:1).

fot. Gazeta Wyborcza Kielce

W sezonie 2016/17 był jedną z gwiazd Korony i stanowił o sile napędowej kieleckiego klubu. Przez cały sezon zagrał 34 mecze i zdobył 6 goli, a do tego dołożył 3 asysty. Z powodzeniem grał na skrzydle, jako rozgrywający oraz napastnik.

Przy Ściegiennego szybko zaskarbił sobie sympatię kibiców, ale często bywał irytujący, gdy nie podawał do lepiej ustawionego partnera, lub kiedy gestykulował pokazując swoje niezadowolenie w momencie, gdy został zmieniany. Mimo tego w Kielcach będzie dobrze zapamiętany. Ale nie przez wszystkich…

fot. Gazeta Wyborcza Kielce

Wraz z przyjściem nowego szkoleniowca, którym został Gino Lettieri zaczęły się problemy Miguela Palanki. Jak mówił sam piłkarz, już po odejściu z klubu, był poniżany i upokarzany. W rozmowie z Polsatem Sport powiedział: ”Przez dwa tygodnie trzymali mnie w Kielcach bez możliwości treningów z drużyną i bez możliwości powrotu do Hiszpanii, do rodziny. Czułem się jak w więzieniu. Ostatecznie musiałem zrezygnować z ostatniej pensji i moich bonusów za wywalczenie piątego miejsca. Powiedzieli mojemu agentowi, że jeśli nie odpuszczę tych pieniędzy, to następny sezon spędzę w lesie, ćwicząc tam o 5 rano.

Wszystko jednak zaczęło się od tego jak zawodnik zszedł na śniadanie w klapkach, a Gino Lettieri prosił, aby tego nie robić. Piłkarz miał spóźnić się także na jeden z treningów. Kielce więc opuścił w atmosferze skandalu, a klub poinformował, że umowa z Palanką została rozwiązana za porozumieniem stron i w ten sposób Hiszpan nie wypełnił swojego kontraktu.

Po roku spędzonym w Koronie obrał kierunek na południe Europy i wybrał słoneczny Cypr. Grał tam dla Anorthossisu Ammochostou zdobywając dla klubu z wybrzeża Larnaki trzy gole w 23 meczach.

fot. as.com

Jesienią 2018 roku został zawodnikiem indyjskiego FC Goa, a po sześciu miesiącach postanowił powrócić do Hiszpanii i znów założyć koszulkę Gimnastiku Tarragona. Nie spełnił jednak pokładanych w nim nadziei i od połowy 2019 roku jest piłkarzem klubu Gerarda Pique FC Andorra.

Miguel Palanca jest jednym z czterech Hiszpanów, którzy do tej pory grali dla Korony.

Kamil Dulęba

Share:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *