Eksperyment Smyły. Co dał Pacinda w obronie? [ANALIZA]

Trener Mirosław Smyła w meczu z Lechią zdecydował się chyba na największy personalny eksperyment od początku swej pracy w Kielcach. Piłkarza na wskroś ofensywnego – Erika Pacindę desygnował do gry na lewej stronie defensywy. Wydaje się, że zaskoczył tym nie tylko rywali, ale i własnych podopiecznych.

Pomimo debiutu na niecodziennej dla siebie pozycji, Słowak od początku meczu starał się sprostać zadaniu. Dobrze ustawiał się, gdy zawodnicy Lechii wyprowadzali atak pozycyjny. Choć trzeba podkreślić, że w znacznej mierze pomagali mu w tym koledzy z formacji defensywnej, szczególnie kapitan Adnan Kovacević kierował poczynaniami Pacindy.

Błędy przy bramkach
Podopieczni Piotra Stokowca wynik otworzyli w 18. minucie, gdy Flavio Paixao został obsłużony idealną wrzutką z narożnika boiska. Na nieszczęście Pacindy, to właśnie on przegrał pojedynek główkowy z napastnikiem Lechii. Bramka na 0:1 obciąża Słowaka. Choć z drugiej strony, to sztab szkoleniowy wyznaczył Pacindę, aby krył Portugalczyka w polu karnym. Paixao jest o 9 cm wyższy (Pacinda 175 cm, Paixao 184 cm), a przede wszystkim to najlepszy strzelec gdańszczan. Dlaczego do roli pilnowania tego zawodnika Mirosław Smyła nie oddelegował stoperów Ivana Marqueza lub Adnana Kovacevicia czy nawet wysokiego i dobrze grającego w powietrzu napastnika Bojana Cecaricia?

fot. Korona Kielce

Druga bramka dla Lechii Gdańsk w 89. minucie również padła po błędzie Pacindy. 30-latek najpierw poślizgnął się przy próbie przejęcia piłki, a później został łatwo ograny na lewej flance przez Jarosława Kubickiego. Pomocnik Lechii miał idealną okazję, żeby skutecznie obsłużyć podaniem wbiegającego w „szesnastkę” Macieja Gajosa. I kolejny błąd Słowaka, goście zamienili na trzy punkty.

Aktywny na połowie Lechii
Erik Pacinda to piłkarz z ogromnymi inklinacjami do gry ofensywnej. Od pierwszego ataku Korony biegał bardzo wysoko ustawiony. Rozciągał grę zespołu, dobrze wychodził na pozycję, często ścigał się z obrońcami Lechii w walce o prostopadłą piłkę. Często starał się też dogrywać futbolówkę w pole karne. Starał się, bo większość z tych dośrodkowań była zagrana albo zbyt mocno albo nie przechodziła nawet pierwszego obrońcy Lechii. Zdecydowanie gorzej wychodziło mu bronienie. Po stracie piłki, czy to przez Słowaka, czy przez jego kolegów z zespołu, brakowało mu sił na powrót do defensywy. Często był asekurowany, ale przy szybkich kontratakach gdańszczan, na lewej stronie kieleckiej obrony pozostawała „wyrwa”.

fot. Echo Dnia

Po co ten eksperyment?

Trener Smyła obsadzając Erika Pacindę w roli lewego obrońcy na pewno liczył na większą siłę ofensywną drużyny w atakach tą flanką. Słowak starał się, „szarpał”, dobrze ustawiał, ale to by było na tyle… Ewidentnie brakowało mu sił, a przede wszystkim umiejętności gry w formacji defensywnej. Choć i tak, dzięki swemu doświadczeniu, dość umiejętnie maskował swe mankamenty. Przy atakach pozycyjnych gości, mądrze się ustawiał, czytał grę, zanotował kilka odbiorów. Stracone gola obciążają jednak w całości jego konto.

Pytanie trzeba zatem postawić, że warto było na taki eksperyment się decydować? Jedynym atutem Pacindy na tle Grzegorza Szymusika okazała się umiejętność gry lewą nogą. 21-latek w poprzednich trzech meczach wcale nie zaprezentował się gorzej w ofensywie, a już na pewno zdecydowanie pewniej radził sobie pod własnym polem karnym. Eksperyment z Erikiem Pacindą kosztował Koroną stratę niezwykle ważnych punktów. Wątpliwe, aby w środowym meczu ze Śląskiem, trener Smyła ponownie na niego się zdecydował.

Jakub Walkowicz

Share:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *