Cecarcić na pewno umie się zastawiać. A strzelać? [ANALIZA]

Korona w trzecim wiosennym meczu nie strzeliła gola. Na trafienie napastnika kielczanie czekają od 14. kolejki. Jak atakujący zespołu Mirosława Smyły wypadli z Wisłą? W grze Bojana Cecaricia było parę pozytywów, niestety większość meczu to zdecydowane minusy kieleckiej „dziewiątki”.

Serb od początku spotkania dawał sygnały do rozpoczęcia pressingu. Gdy piłkę posiadali stoperzy lub bramkarz Wisły, ruszał do nich jak najszybciej, a wraz z nim cały zespół Korony przechodził wyżej w ustawieniu na boisku. Parę razy nacisk przyniósł pożądany rezultat, bo gospodarze albo wybijali futbolówkę poza linię boczną albo do kieleckich obrońców, dzięki czemu goście mogli rozpocząć swój atak.

Potrafi osłaniać piłkę

Bojan Cecarić bardzo często zbiegał na skrzydło lub do linii pomocy, aby wspomóc swoich kolegów z zespołu. Momentami było to bardzo przydatne, gdyż przytrzymał piłkę, poczekał na któregoś z partnerów, odegrał do niego, ale… No właśnie ale – bardzo rzadko ktoś pojawiał się w polu karnym w miejsce Serba, aby sfinalizować dośrodkowanie. Wrzutka najczęściej była bez problemu przejmowana przez defensywę Wisły lub zwyczajnie zaliczała tzw. „pusty przelot” i lądowała poza boiskiem.

Na pewno dużym plusem, w każdym meczu jaki rozegrał dla Korony Bojan Cecarić, jest jego umiejętność zastawienia się z piłką. Serb to typ napastnika, który przeważnie gra tyłem do bramki, po otrzymaniu futbolówki dobrze osłania ją przed zawodnikami rywala, czeka na nadbiegających partnerów. Jeśli Petteri Forsell miałby wystarczającą przestrzeń do oddania strzału, na pewno skorzystałby z tego po takim odegraniu. Sztab szkoleniowy Wisły wykonał dobrą analizę i zawodnicy „Białej Gwiazdy” nie dopuszczali Fina do strzałów (jedno groźne uderzenie z rzutu wolnego i niecelna próba z linii pola karnego). Jeśli Korona poprawi swoją skuteczność i chęć strzelania z dystansu, istnieje spora szansa, że kibice obejrzą bramki po asyście 26-letniego Serba.

Strzałów jak na lekarstwo

Przy dośrodkowaniach, czy to z rzutu rożnego czy z gry, napastnik Korony zbiegał na pierwszy słupek, z pomysłem walki o górną piłkę i możliwość wpakowania futbolówki głową do siatki. Niestety w ten sposób udało mu się dojść tylko do jednej sytuacji. Zaletą Serba jest na pewno także jego wzrost, gdy piłkę wybija bramkarz Korony lub obrońcy, walczy w powietrzu z przeciwnikami, często wygrywając te pojedynki.

Podsumowując, Bojan Cecarić nie pokazał w meczu w Krakowie zbyt wiele, ale wydaje się, że ten zawodnik ma jeszcze rezerwy w swojej grze. I w momencie, gdy strzeli bramkę i się odblokuje, to może być tylko lepiej.

Fot. Gazeta Wyborcza Kraków

Zmarnowana zmiana

W 67. minucie Serb został zmieniony, a w jego miejsce wszedł Michal Papadopulos. O grze Czecha nie można zbyt wiele napisać. Po prostu był na boisku przez 25 minut… Nie wyróżnił się absolutnie niczym, był niewidoczny, nie wniósł nic do gry Korony. To była bardzo słaby występ 34-letniego napastnika.

Teraz czas, aby zadać pytanie: Dlaczego przy wyniku 0:2, mając na ławce młodego wychowanka Mateusza Sowińskiego, trener Mirosław Smyła nie zdecydował się go wpuścić? Co miałby do stracenia? Chłopak, który debiutuje, a w dodatku wie doskonale o randze meczów z Wisłą, nie pracowałby za dwóch na boisku? Takich pytań jest na pewno o wiele więcej, nie tylko dotyczących formacji ataku.

Czas na młodzież?

Pozostaje wierzyć, że niemoc strzelecka Korony zostanie przełamana jak najszybciej. Drużyna musi zbierać jak najwięcej punktów, a żeby zdobyć punkty potrzebne są bramki. 12 strzelonych goli w 23 meczach to bardzo słaby wynik. Delikatnie mówiąc… Może już czas zdecydować się na kielecką młodzież? Gorzej od Cecaricia i Papadopulosa w meczu z Wisłą nie zagraliby na pewno.

Jakub Walkowicz

Share:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *