Bez dobrego scenariusza i reżysera. Korona znów bez wygranej

Korona nie przegrała od sześciu meczów, ale w tym czasie tylko raz zgarnęła komplet punktów. Bardziej od braku zwycięstwa martwi jednak styl, jaki na początku wiosny demonstruje zespół Gino Lettieriego. Pomysłu w grze na razie nie widać.

Nie tak można było sobie wyobrażać dwa pierwsze mecze Korony na swoim boisku. Bo o ile w Gdyni brak piłki w piłce można było tłumaczyć fatalnie przygotowaną murawę, tak w spotkaniach przed własną publicznością tego argumentu nie sposób użyć. Zespól Lettieriego po prostu na razie gra słabo. A że udaje mu się przy tym regularnie punkować, to tylko chwała. Ale po prawie dwóch latach pracy w Kielcach włoskiego szkoleniowca od drużyny trzeba wymagać zdecydowanie więcej.

Mecz z Pogonią był teoretycznie idealny, żeby spróbować pokazać więcej piłkarskiej jakości. Rywal grający ofensywnie, nieprzesadnie ostro, nie zamykający się na swojej połowie w spotkaniach wyjazdowych. A zatem można było przeciwstawić się tym samym i… niech wygra lepszy. Co obejrzeliśmy w zamian? Koronę znów z piątką obrońców, trójką defensywnych pomocników, odartą ze skrzydeł. Bo wystawienie dwójki napastników (Felico Brown Forbes – Maciej Górski) tylko na papierze udawało, że kielecki zespół będzie chciał dominować na połowie rywala.

Drużyna Lettieriego ma ogromny problem z konstruowaniem akcji. Brak w środkowej strefie choćby jednego zawodnika, który potrafi zagrać do przodu, utrzymać się dłużej przy piłce, regulować tempo sprawia, że jedynym pomysłem na wykorzystanie napastników pozostają wbicia piłki z bocznych sektorów. Słabsza forma na początku tego roku Bartosza Rymaniaka sprawia jednak, że w wielu przypadkach niewiele z tego wychodzi.

Gino Lettieri miota się szukając recepty na kłopoty w ofensywie. Rotuje z przodu piłkarzami i ich pozycjami. A wydaje się, że dopóki na boisku nie zamelduje się zawodnik potrafiący wziąć na siebie ciężar gry, dopóty gra Korony w ofensywie skazana będzie na takie właśnie męczarnie. Goran Cvijanović w poprzednim sezonie choć bywał chimeryczny, dawał drużynie jakość, której dziś nie sposób w jej poczynaniach znaleźć. Słoweniec w Arce nie ma szans na grę, może zatem warto porozmawiać z klubem z Gdyni o jego wypożyczeniu? Pewne jest, że bez solidnego reżysera, kina akcji Korona zbyt wiele swoim kibicom nie zaserwuje.

Na plus trzeba jednak zapisać wejście Vato Arweładze. I to nie tylko z powodu zdobycia wyrównującego gola. Gruzin to typ piłkarza, który może czasem przesadza w swych dryblingach i indywidualnych próbach, ale ten element futbolowego szaleństwa potrafi właśnie odmienić losy meczu. Przy tak wyrachowanej grze, nastawionej głównie na zneutralizowanie przeciwnika miło popatrzeć na kogoś komu piłka przy nodze sprawia jeszcze odrobinę radości.

Korona Kielce – Pogoń Szczecin 1:1 (0:1)

Bramki: Arweladze (84.) – Buksa (20.)

Korona: Miśkiewicz – Rymaniak, Marquez Ż, Kovacević, Tamm Ż (46. Pućko), Gardawski – Petrak (65. Arweladze), Gnjatić, Żubrowski – Brown Forbes, Górski (62. Soriano).

Pogoń: Załuska – Bartkowski, Fojut, Malec, Nunes Ż – Guarrotxena (46. Kowalczyk), Podstawski, Kožulj (80. Delew Ż), Drygas, Majewski Ż (85. Żyro) – Buksa Ż.

Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Widzów: 5583.

Share:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *