Bartoszek był… sobą. Trener znów „grał” z drużyną

Jeśli ktokolwiek zastanawiał się, z jakim nastawieniem Maciej Bartoszek rozpocznie swoją drugą przygodę z Koroną, to mecz z ŁKS-em rozwiał wszelkie wątpliwości. Szkoleniowiec zachowywał się tak, jakby nigdy i nigdzie z Kielc nie odchodził.

Już na samym początku spotkania kibice Korony dali mocny znak wsparcia dla nowego-starego szkoleniowca, z kieleckiego młyna usłyszeliśmy głośne „Maciej Bartoszek”. Trener uśmiechnął się i podziękował brawami za wsparcie. Od pierwszej chwili 42-letni szkoleniowiec „żył” przy linii bocznej , dużo krzyczał do zawodników z podpowiedziami. Można powiedzieć, że był jednym z napędzających akcje kieleckiej drużyny. Mimo, że piłkarze znajdowali się parę metrów od niego, to musieli słyszeć donośne: „Dawaj!” „Jeszcze raz!” „Dobrze!” „Walcz do końca!”.

fot. Korona Kielce

Najbliższym współpracownikiem Macieja Bartoszka w Koronie jest Kamil Kuzera. Obaj znają się doskonale, pracowali razem nie tylko podczas pierwszego okresu w Kielcach (sezon 2016/17), ale także w dwóch poprzednich klubach: Termalice Nieciecza i Chojniczance. W trakcie meczu z ŁKS-em wiele decyzji konsultowali wspólnie. Pierwszy poważny problem sztabu szkoleniowego pojawił się około 30. minuty, gdy kontuzji nabawił się napastnik Bojan Cecarić. Zdecydowano, że jego miejsce zajmie defensywny pomocnik Rodrigo Zalazar, co było dość zaskakującym posunięciem.

Wiele razy po stracie piłki przez swoich piłkarzy, Maciej Bartoszek motywował ich do szybkiego powrotu, krzyczał, że nic się nie stało. Szkoleniowiec był motywatorem nie tylko dla swoich podopiecznych, ale także dla kieleckich kibiców, którym często pokazywał, żeby jeszcze mocniej dopingowali Koronę.

W wielu sytuacjach wybiegał ze swojej strefy technicznej, raz zdarzyło się nawet, że pod wpływem emocji prawie wszedł do strefy gości. Każdą dłuższą przerwę w grze wykorzystywał na rozmowę ze swoimi podopiecznymi. W drugiej połowie najczęściej z tymi biegającymi po lewej stronie: Grzegorzem Szymusikiem i rezerwowym Jackiem Kiełbem.

fot. Korona Kielce

Wskazówki, a przede wszystkim motywacja przyniosły efekt, bo Korona wygrała arcyważne spotkanie. Nic dziwnego, że po końcowym gwizdku trener Bartosze niczym z procy wystrzelił do zawodników, żeby razem z nimi na środku boiska świętować zwycięstwo.

Jakub Walkowicz

Share:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *